Tytuł: Droga do domu
Tytuł oryginału: A Dog's Way Home
Autor: Bobbie Pyron
Ilość: 376 stron
Wydawnictwo: BIS
A kiedy wzywa ktoś, kogo pies kocha najbardziej na świecie, pies nie może zrobić nic innego, jak tylko posłuchać.
Większość z Was zapewne zna Lassie, wróć, piękną, wzruszającą historię o psie rasy collie, który dowiódł swoją determinacją, że za swoim panem jest w stanie pójść nawet na koniec świata. Jak byłam mała, to właśnie ta książka zaszczepiła we mnie miłość do zwierząt i udowodniła, że istnieje przyjaźń pomiędzy człowiekiem a psem. Minęło sporo czasu, a ja wciąż kocham te czworonożne stworzenia (sama jestem dumną posiadaczką jednego), dlatego jak tylko zobaczyłam Drogę do domu z łbem psiaka na okładce, a tytuł skojarzyłam z niezapomnianą Lassie, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Oczywiście zapomniałam o jednym małym szczególe... Już nie mam 11 lat.
Bobbie Pyron przedstawia nam historię jedenastoletniej Abby Whistler i jej psa, Tama. Podczas jazdy samochodem zdarza się wypadek - dziewczynka ląduje w szpitalu, a po zwierzęciu zostaje tylko pusta klatka i obroża. Gdzie jest ukochany psiak i czy w ogóle żyje, to zaledwie dwa z wielu pytań, które pozostają bez odpowiedzi, Abby jest jednak przekonana, że Tam wróci i uzupełni pustkę, którą po sobie pozostawił w chwili zniknięcia. Szanse są małe, ale od czego w takich chwilach jest nadzieja?
Od pierwszych stron nie przejawiałam zbytniego entuzjazmu. To co dla młodszych czytelników byłoby zaskakujące i emocjonujące, mi wydało się nieco nudne. Nie powinnam spodziewać się cudów - w końcu to literatura dla dzieci - natomiast mimo wszystko trochę się zawiodłam. Co z tego, że bohaterowie są wykreowani na miłych, sympatycznych ludzi, jeśli brakuje im autentyczności? Pomijam już fakt, że główna bohaterka miała dar - sny, w których ukazywał jej się Tam i jego aktualne położenie - ale całość była już mocno naciągana. Może gdybym przeczytała tę książkę sześć lat temu, nie wydałaby mi się taka sztuczna i przerysowana, ale ja miałam to (nie)szczęście sięgnąć po nią właśnie teraz.
Najbardziej denerwowała mnie przewidywalność. Nie jestem Sherlockiem, no ale nie oszukujmy się, akcja nie była specjalnie rozbudowana, a fabule można sporo zarzucić. Oczywiście czytałam polskie tłumaczenie, więc nie powinnam oceniać pierwowzoru, jednak w ogóle nie pasowały mi fragmenty dotyczące dziewczynki, w których pojawia się "gdyż", "natomiast", "swego"... Może to już z mojej strony faktycznie, mówiąc kolokwialnie, czepianie się, ale nie spodziewałam się takiej zmiany języka i ten zabieg nie przypadł mi do gustu.
Nie mogę jednak powiedzieć, że książka nie niesie ze sobą żadnych wartości. Historia Abby i jej psa może i jest nieco naciągana, niemniej jednak to idealny przykład przyjaźni pomiędzy zwierzęciem a człowiekiem. Powieść uczy nas również, że nie liczy się wygląd czy pochodzenie, ale charakter i przysłowiowe nie oceniaj książki po okładce bardzo dobrze pasuje do podsumowania wątku pobocznego.
Nie polecam Wam tej pozycji, bo wiem, że istnieje wiele innych powieści, na których powinniśmy zwrócić uwagę. Droga do domu to miła książeczka o psie i jeśli macie młodsze rodzeństwo, mniej więcej w wieku bohaterki, to warto ją dać bratu lub siostrze, jeżeli zaś sami liczyliście na ambitną lekturę, to możecie się mocno zawieść.
Moja ocena:
4/10
ask | twitter | fanpage bloga | lubimy czytać