poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Podsumowanie lipca, trochę zdjęć, stosiątko i TBR





Dżem dobry!
Dzisiaj przychodzę do was z podsumowaniem lipca (przygotujcie się na trochę prywatnych relacji), kilkoma zdjęciami oraz ze stosiątkiem, bo stosem, a nawet stosikiem tego nazwać nie mogę. Zaintrygowani? Zapraszam!

Przeczytane książki:
- Toxic - Rachel Van Dyken
- Kasacja - Remigiusz Mróz (recenzja)
- Na ratunek - Nicholas Sparks (recenzja)
- Okruchy raju - Tanya Valko
- Jedwabnik - Robert Galbraith (recenzja)
- Syn - Jo Nesbø (recenzja na dniach!)
- Prawo matki - Diane Chamberlain (recenzja na dniach!)
- Przez bezmiar nocy - Veronica Rossi (recenzja na dniach!)
+

Łącznie 3544 stron, dziennie ok. 115. Spodziewałam się więcej książek w wakacje, ale z drugiej strony lipcowe książki były niesamowite, więc absolutnie nie narzekam :) Dlaczego tak mało przeczytałam? Dowiecie się tego na samym końcu posta w relacjach z lipca. 

Stosiątko

 Tak, dobrze widzicie, kupiłam w tym miesiącu tylko dwie książki (po przecenie). Wydania kieszonkowe i obie są autorstwa Cecelii Ahern: PS Kocham Cię oraz Dziękuję za wspomnienia. Mimo wszystko mój portfel nie tańczy z radości, bo w lipcu pojawiło się tyle wyjazdów i nieoczekiwanych wydatków, że najzwyczajniej w świecie nie starczyło mi na książki. Co oczywiście ma swoje plusy, bo wreszcie lista do przeczytania zaczyna robić się coraz cieńsza :)

TBR - Sierpień
 (tym razem nie wybieram dużo książek, bo sierpień będzie intensywnym miesiącem...)
 - Pęknięte odbicie - Dawn Barker
- Wielki Błękit - Veronica Rossi
- Dziesięć płytkich oddechów - K.A.Tucker
- Miasteczko Cold Spring Harbor - Richard Yates
- Miłość na Bali - Tanya Valko

Jak minął lipiec? + zdjęcia
 Pierwsze dni były bardzo wyczerpujące i ekscytujące jednocześnie, bo uczestniczyłam w małym zlocie, na którym spotkałam 11 osób:

 kocham Was mocno!

z cudowną Szmarti

 z kochaną Zosią
Potem pożegnałam mojego przyjaciela, o którym Wam już pisałam w poprzednim podsumowaniu:


 będę tęsknić!

Dodatkowo w lipcu namnożyło się tyle wyjazdów, że nie miałam czasu usiąść z książką i czytanie nadrabiałam w weekendy, ale był to jednocześnie najbardziej pracowity i najpiękniejszy miesiąc w tym roku i nie pogardzę jeszcze jednym chociaż w połowie tak dobrym! 

A jak Wam minął lipiec?

środa, 29 lipca 2015

Przegląd seriali #3

zdjęcie robione przez mojego przyjaciela, jego instagram (klik)!

Zanim zamkniecie tę stronę, proszę Was o przeczytanie chociaż jednego akapitu o tym serialu, ponieważ on naprawdę zasługuje na szansę. Jeśli jednak nie interesują Was takie rzeczy, na samym dole znajduje się jeszcze kilka blogowych informacji ode mnie na temat kolejnych tygodni oraz garść newsów. Miłego czytania!

Dzisiaj przychodzę do Was z Przeglądem seriali, a właściwie tylko jednego, jedynego serialu, który od jakiegoś czasu siedzi mi w głowie. Wczoraj skończyłam ostatni odcinek 5 sezonu, na kolejny muszę czekać do stycznia, więc jeśli macie dla mnie jakieś fajne propozycje, którymi zagłuszę ból po zakończeniu tego, to będę wdzięczna. A tematem mojego dzisiejszego postu jest...


Shameless czyli bezwstydni lub, jak przetłumaczyła polska stacja, niepokorni. Cała historia opiera się na rodzinie Gallagherów, która, nie oszukujmy się, nie do końca jest normalna. Piątka dzieci, Fiona - jedyna dorosła córka, ojciec alkoholik oraz matka, która uciekła i ślad po niej zaginął. Trudno zachować pozory normalności, kiedy dwóch młodszych braci przechodzi okres dojrzewania, trzeci - 10-latek - ma skłonności do popadania w kłopoty, a czwartego trzeba zaprowadzić do przedszkola i mieć na oku przez większość dnia. Nie można zapomnieć o Debbie, która pomaga jak tylko może, ale wciąż jest jeszcze dzieckiem i ma swoje potrzeby. Fiona poświęca wszystko dla swojego rodzeństwa, ale czy jest w stanie nie zwariować przy takiej rodzince?


Po pierwszym sezonie uwielbiałam wszystkich bohaterów, bez wyjątku. Odpowiedzialną Fionę, która po odejściu matki rzuciła wszystko i zajęła się rodzeństwem. Sprytnego, inteligentnego Lipa, którego pomysły do dziś mnie zadziwiają. Kierującego się honorem Iana wraz z jego marzeniami o wojsku. Debbie, jedyną, poza Fioną, dziewczynę w rodzinie i przejawiającą zdecydowanie najwięcej ciepłych uczuć do ojca. Carla, małego chłopca, który już teraz zaczął pokazywać się od najgorszej strony, ale wcale nie stracił nic z czułości, jaka ogarnia widza po zapoznaniu się z tym bohaterem. Najmniejszego Liama, który choć nadal jest w pieluchach, odgrywa dużą rolę w serialu. Polubiłam sąsiadów Gallagherów, Kevina i Vi, którzy jak tylko mogą, pomagają Fionie. Po kilku odcinkach zapałałam sympatią nawet do samego Franka Gallaghera, od którego zaczęło się całe zamieszanie.


Shameless nie jest jednak zwykłym, lekkim serialem, który oglądamy ot tak sobie i polecamy każdemu, bo też nie do wszystkich grup wiekowych jest on kierowany. Można by rzec, że w dużej mierze rodzina Gallagherów to rodzina patologiczna, dlatego widz musi być przygotowany na wszystko: narkotyki, alkohol, przemoc... W serialu nie brakuje również nawiązań do homoseksualizmu, biseksualizmu, a częste sceny seksu to norma. Mimo to, a może właśnie dzięki temu, Shameless wciąga od początku - już od pierwszego odcinka mamy kilka ciekawych wątków, a wraz z kolejnymi sezonami, rozszerza się zarówno obsada, jak i fabuła. Uwierzcie mi, tu nie ma miejsca na nudę.

Tak naprawdę nie wiem, dlaczego tak pokochałam Shameless. Mam słabość do aktorów i postaci, których grają. Uzależniłam się od zwrotów akcji i zaskoczeń, jakie serwuje nam reżyser. Jestem absolutnie zakochana w muzyce, która jest idealnym dopełnieniem i tłem historii. I wiecie co? Oglądając Shameless nie zdobędziecie wiedzy na temat historii, fizyki czy biologii; nie zobaczycie pięknych bitew oraz intryg; nie będziecie śmiać się co trzecie zdanie wypowiedziane przez losowego bohatera; ale nauczycie się o wiele, wiele więcej. Jak przemycić pół kilo heroiny, jak wyrwać trzech facetów naraz lub jak dobra kondycja pomaga przy ucieczce przed policjantami. Przestrzegam Was przed niemoralnością, bezwstydnością i kontrowersją, ale jednocześnie zachęcam do zapoznania się chociaż z pierwszym odcinkiem, bo warto. Naprawdę warto!


Garść informacji:

- w poniedziałek wyjeżdżam na dwa tygodnie, dlatego recenzje albo się pojawią (jeśli je napiszę do piątku) albo nie. Planuję dla Was trzy TAG-i na te 14 dni, zobaczymy czy dam radę.

- założyłam wczoraj instagrama (chyba jako ostatnia osoba na świecie). Będą na nim zdjęcia typowo książkowe, np. co aktualnie czytam, zdjęcia mojej biblioteczki czy różne zestawienia powieści m.in. kolorystycznie, ale mogą pojawić się inne rzeczy, ludzie lub zwierzęta. Jeśli ktoś ma ochotę zaobserwować KLIK. Jeśli macie też instagrama, obserwujcie, ja dzięki temu znam Wasze nazwy i również mogę Was zaobserwować, ew. podawajcie swoje nazwy w komentarzach :)

Miłego tygodnia i pamiętajcie, by korzystać z ostatnich dni lipca!

poniedziałek, 27 lipca 2015

071. Jedwabnik

Okładka książki Jedwabnik

Tytuł: Jedwabnik
Tytuł oryginału: The Silkworm
Autor: Robert Galbraith
Tłumacz: Anna Gralak
Ilość: 480 stron
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie




Wiedzieliście, że jedwabniki to najbardziej udomowione zwierzęta świata? Te owady są tak bardzo uzależnione od człowieka, że w przypadku zaprzestania produkcji jedwabiu, ich gatunek wyginąłby w przeciągu tygodnia. W podobnej sytuacji są książki i pisarze, którzy je tworzą - jeśli ludzie nie będą czytać, literatura może nie przetrwać, a autorzy, nawet ci najwybitniejsi, mogą wylądować na ulicy bez pracy i perspektyw na przyszłość. Jako czytelnicy nie mamy, póki co, podstaw, by się tego obawiać, ale kto wie, co będzie za sto lat, dwieście...?

Kto jeszcze nie zna Cormorana Strike'a, odsyłam do pierwszej części jego przygód, czyli do Wołania Kukułki (recenzja). Sprawa Luli Landry przyniosła detektywowi nieco sławy, dzięki czemu zreperował swoje finanse i jak na razie nie mógł narzekać na brak zleceń. Gdy zgłasza się do niego żona zaginionego pisarza Owena Quine'a, wszystko wskazuje na to, że jest to kolejna, nudna sprawa do rozwikłania... aż do momentu, kiedy detektyw znajduje Quine'a martwego. Okoliczności morderstwa są odrażające - kto byłby zdolny do popełnienia takiej zbrodni? Mordercą może być każdy, zwłaszcza gdy okazuje się, że pisarz w swojej ostatniej książce obraził wiele osób ze świata wydawniczego i nie tylko. Czy detektyw poradzi sobie z tą sprawą?

Miałam mieszane uczucia sięgając po Jedwabnika. Z jednej strony pseudonim słynnej pisarki, całkiem dobre Wołanie kukułki i zachęcające opinie - jasne, czemu by nie przeczytać? Mimo to bałam się, że znowu rozczaruję się i zacznę porównywać kryminały z Harrym Potterem, co byłoby nie tylko niestosowne, ale wręcz głupie - przecież to zupełnie różne gatunki! Druga część przygód Cormorana Strike'a niestety nie spełniła do końca moich oczekiwań. Było poprawnie, właściwie, prawidłowo. Ale czy to wystarczyło?

Może zacznę od pozytywnych aspektów. Po raz kolejny autor zaserwował nam 480 stron pięknego, klimatycznego Londynu, o którym czytało się naprawdę dobrze. Opisy miasta dorównywały piórom najznamienitszych pisarzy i podczas lektury czułam niesamowitą magię tego miejsca - zupełnie jakbym tam była i uczestniczyła w akcji. Sama fabuła również zasługuje na pochwałę, bo zarówno szczegóły, jak i każdy większy wątek były dopracowane do perfekcji. Na wyróżnienie zasługuje również sam Cormoran, który w porównaniu ze swoją pierwszą odsłoną stał się dla mnie bardziej realny i barwny. Jednakże...

...to wciąż niecałkowicie żywy bohater. Zabrakło mi tego czegoś - metaforycznych nożyczek, dzięki którym mogłabym wyciąć go z papieru i wpuścić w swoją rzeczywistość. Duży wpływ na nie do końca dobry odbiór postaci miał fakt, że wyjątkowo ciężko było mi przebrnąć przez te niecałe 500 stron. Byłam ciekawa rozwiązania zagadki, ale nie aż tak, bym miała zarywać noce, a czasami dłuższe opisy jedynie mnie irytowały i miałam ogromną chęć przerzucenia kilku(nastu) kartek, bo zamiast skupiać się na podejrzanych, autor poświęcał cały rozdział Robin i jej narzeczonemu. Nie było to całkowicie złe - zabieg ten miał na celu przybliżenie poszczególnych postaci, jednak do mnie zwyczajnie nie trafił ten pomysł.

Trochę kryminałów jest już za mną, dlatego Jedwabnik nie wywarł na mnie wystarczająco pozytywnego wrażenia, bym mogła powiedzieć, że to bardzo dobra książka z tego gatunku. Znowu zabrakło mi realizmu - czegoś, co pomogłoby mi utożsamić się z postaciami i wciągnąć w fabułę - jednak nie skreślam autora i jego twórczości, bo sam pomysł i jego "techniczne" wykonanie zasługuje na pochwałę. Dla mnie literatura powinna wzbudzać przede wszystkim emocje, a ja, czytając Jedwabnika, nic nie czułam, dlatego nie jestem w stanie polecić Wam z czystym sumieniem tej książki. Jeśli nie macie szczególnie wygórowanych oczekiwań wobec kryminałów i macie ochotę na trochę klimatycznego Londynu w tle, sięgajcie śmiało! Jeśli jednak nie spodoba się Wam to, co odkryjecie na kartach tej powieści, nie mówcie, że Was nie ostrzegałam...

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytam Opasłe Tomiska