Tytuł: W śnieżną noc
Tytuł oryginału: Let it snow
Autorzy: Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle
Ilość: 312 stron
Wydawnictwo: Bukowy Las
Niektóre Święta przebiegają cicho i spokojnie. Na zewnątrz ani grama śniegu, trawa zieleni się jak nigdy, a świąteczną atmosferę można znaleźć jedynie przy przystrojonej choince, kubku aromatycznej herbaty z pomarańczą i goździkami lub pomagając w przygotowaniach do Wigilijnej Wieczerzy. Są jednak takie Święta, w których biały puch nie jest wyłącznie zmrożonym cukrem pudrem, a pobyt na dworze bez rękawiczek może skończyć się skostniałymi palcami - właśnie tak Boże Narodzenie spędzają bohaterowie trzech powiązanych ze sobą opowiadań autorstwa Maureen Johnson, Johna Greena i Lauren Myracle, zamykające się w jednej książce, zatytułowanej W śnieżną noc. Jaką rolę odegra śnieg w tegorocznych Świętach głównych postaci i czy warto było wychodzić z domu, kiedy zaspy dorównują wzrostem Świętemu Mikołajowi?
Przyznam szczerze, że miałam ochotę na tę książkę z jednego oczywistego powodu, a nazywa się on John Green. Każdą jego powieść traktuję z nabożną czcią, czy jest to niesamowita Szukając Alaski czy nieco gorsza 19 razy Katherine, jednak nie zmienia to faktu, że z przyjemnością przeczytałam pozostałe dwa opowiadania innych autorek. Z początku sądziłam, że fabuła będzie zbyt banalna, by mogła mnie do siebie przekonać - zasypane miasteczko, troje młodych bohaterów walczących ze śniegiem i wiele "niespodziewanych" sytuacji, które zdarzają się po drodze. A mimo to zdecydowałam się dać jej szansę. Co z tego wyszło?
Pierwsze opowiadanie, autorstwa Maureen Johnson, było najsłodsze, najbardziej romantyczne i, nie oszukujmy się, chyba najlepsze z całej książki. Wprowadziło cudowny, świąteczny klimat, zapach pierników, przyozdobionej sosny stojącej w kącie salonu, a w sercu pojawiły się ciepło i nadzieja. Styl lekki, nieskomplikowany, bardziej potoczny, ale przez to łatwiejszy w odbiorze dla młodszego czytelnika. Ciekawie poprowadzona akcja i urocze, choć nieco przewidywalne zakończenie całkowicie mnie przekonało - idealna historia na Święta!
Druga część najbardziej mnie rozczarowała (chociaż nie była najgorsza) - mowa tu o "Bożonarodzeniowym cudzie pomponowym" autorstwa mojego ulubionego Johna Greena. Spodziewałam się fajerwerków, mnóstwa emocji i niezapomnianych wrażeń - niestety zapomniałam, że ta historia nie jest w stanie zapewnić mi tego wszystkiego na ledwie stu stronach, przez co skończyła się szybciej niż wypiłam kubek herbaty, pozostawiając we mnie ogromny niedosyt i gorzkie rozczarowanie. To wciąż nasz stary, kochany autor Gwiazd naszych wina, jednak w znacznie skróconej wersji i wierzcie lub nie, ale w trakcie czytania bardzo ubolewałam nad tą skróconą wersją.
Ostatnia część nie przypadła mi do gustu, głównie ze względu na spłyconą akcję i sztuczne zakończenie. Opowiadanie napisane przez Lauren Myracle miało w sobie potencjał, ale autorce chyba nie do końca wyszło to, co miało wyjść. Głowna postać bardzo mnie irytowała, dlatego też cała historia została spisana przeze mnie na straty, ponieważ wszystko kręci się wokół jednej i tej samej osoby - przecież nie o to chodzi w Świętach, prawda? Z pozoru nie mogłabym nic zarzucić temu opowiadaniu, ale im głębiej wchodziłam, tym paradoksalnie płytsza wydawała się całość i... nie, zdecydowane i stanowcze nie.
Naprawdę polecam - głównie ze względu na tę pierwszą historię (z pewnością sięgnę po inne książki tej autorki, bo jej styl naprawdę przypadł mi do gustu), ale jeśli nie macie wygórowanych oczekiwań względem Greena i przymykacie oko na denerwujących bohaterów (patrz: trzecie opowiadanie) W śnieżną noc Wam się spodoba. Nie jest idealna, ale na Święta lub po nich, kiedy chcecie poczuć zapomnianą, świąteczną atmosferę, będzie bardzo dobra i jestem pewna, że miło spędzicie czas przy jej czytaniu :)
Moja ocena:
8/10