Tytuł: Anna Karenina
Tytuł oryginału: Aнна Kapeнина
Autor: Lew Tołsoj
Ilość: 912 stron
Wydawnictwo: Znak
Klasyka. Niejeden z Was czytał przynajmniej jedną z książek, które należą do tej grupy. Niejeden z Was poczuł miłość do niej po przeczytaniu ostatniej strony, ale było też wielu, którzy przerwali w połowie, bo "to nie dla nich". Niejeden z Was uczynił klasykę swoim ulubionym gatunkiem, były jednak i osoby, które nie chciały mieć z nią nic wspólnego. W tym przypadku Anna Karenina wyróżnia się przynajmniej jednym aspektem wśród innych klasycznych pozycji - ilością stron. A jak jest z treścią?
Kiedy pytałam kilku osób, o czym jest słynna powieść Lwa Tołsoja, odpowiadali mi: o miłości. Patrzyłam na okładkę i widziałam wyróżnione tłustym drukiem zdanie "Historia miłosna wszech czasów". Pomyślałam hmm, no romansidło jak nic!... ale to nie do końca była prawda i nie myślcie sobie, moi drodzy, że tu wszystko jest romansem, flirtem i zabawą. Anna Karenina to książka o życiu. Poglądy, religia, polityka, codzienność, spotkania towarzyskie - to jedynie przedsmak tego, co pojawia się tutaj, w XIX-wiecznej Rosji - wątek tytułowej bohaterki staje się tylko tłem dla wszystkich wydarzeń, które rozgrywają się w powieści. Są intrygi, są zdrady i są namiętności. Czy i dla Ciebie, czytelniku, znajdzie się tu miejsce?
Oczywiście! Sama jestem wprost zakochana w tej książce. Wprawdzie słyszałam same zachwalające opinie, ale byłam też przygotowana na najgorsze, którego... po prostu się nie doczekałam. Wszystko było idealnie dopracowane, każdy przecinek i kropka miały swoje miejsce, a poszczególne akapity tworzyły magiczną wiązankę myśli i uczuć postaci (mimo że powieść jest utrzymana w trzecioosobowej narracji!). Styl autora oczarował mnie od pierwszej strony, zabrał w świat rosyjskich obywateli i nie chciał puścić z powrotem - zresztą nie dziwię mu się! Czytanie Anny Kareniny to jak smakowanie ulubionej kawy lub herbaty - spijasz początek małymi łyczkami, by potem przepaść w esencji smaku i pochłonąć końcówkę jak najszybciej. Za sam warsztat autora byłam w stanie dać sześć punktów na dziesięć. Klimat i język, który go tworzy, są magiczne, ale...
...postacie już nie do końca. Nie zrozumcie mnie źle, każdy z bohaterów, nawet tych drugoplanowych, był wykreowany w sposób ciekawy i, przede wszystkim, niezwykle złożony - Tołsoj nie oszczędził nikogo. Natomiast charakterystyka niektórych pozostawiała wiele do życzenia: nie polubiłam się z Anną. Była egoistką, zapatrzoną w siebie, upartą młodą kobietą, która, muszę przyznać, wiele wycierpiała dla miłości, ale za to ile osób w jej imię poświęciła... Wroński, mimo wielu swoich zalet, również nie przypadł mi do gustu. Jedynie Lewin spodobał mi się od początku i do samego końca był moją ulubioną postacią - nie zgadzałam się z większością poglądów, jakie wyznawał, ale szanowałam każde z nich, zarówno te wypowiedziane głośno, jak i wszystkie przemilczane, które pozostawiał dla siebie. To właśnie jego portret zaczarował mnie i przyćmił mały, choć niemiły akcent...
...występującego w tej książce kalejdoskopu. Widzieliście może kiedyś grafikę przedstawiającą ten sam krajobraz, zmieniający się jedynie pod wpływem pór roku, następujących po sobie w przyśpieszonym tempie? Mogłabym porównać moje uczucia względem tej powieści do następujących po sobie kolejno wiosny, kiedy wszystko zaczyna się rozwijać; lata, kiedy zaczyna się coś dziać i akcja nabiera tempa; jesieni, spokojniejszej i stonowanej, ale wciąż traktowanej z sentymentem i miłością; zimy, kiedy mój entuzjazm nieco osłabł, a tytułowa bohaterka denerwowała mnie na każdym kroku. Niemniej jednak...
...poznanie historii Anny i Wrońskiego było piękną podróżą po Rosji i XIX wieku. Zrozumiałam, jak wielka jest potęga miłości, ale i ze smutkiem śledziłam wszystkie konsekwencje, które z niej wynikały. Spotkałam wybitnego autora i zakochałam się w stworzonym przez niego klimacie, ale moje emocje ostudziły ostatnie kilkadziesiąt stron. Anna Karenina to znakomita, wielowarstwowa powieść, którą każdy powinien przeczytać. Jeśli jeszcze Was dostatecznie nie przekonałam, niech zrobi to ostatnie zdanie tej recenzji, bo naprawdę warto!
Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytamy opasłe tomiska