Tytuł: Emma
Język oryginału: angielski
Autor: Jane Austen
Ilość: 501 stron
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Dzisiaj po raz kolejny o klasyku, o którym mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że go lubię. Jeszcze pół roku temu, gdyby ktoś mówił mi, że stanę się zagorzałą czytelniczką Jane Austen, wyśmiałabym go. Albo zesłałabym do psychiatryka.
Albo jedno i drugie.
Natomiast po bardzo ciekawej Dumie i uprzedzeniu postawiłam na kolejną książkę tej autorki, tym razem Emmę. Mam wielki sentyment do tego imienia ze względu na moją ulubioną aktorkę, gwiazdę Harry'ego Pottera, ponadto ostatnio jakoś mi po drodze z listą książek BBC, dlatego kiedy nawinęła mi się w bibliotece, to dlaczego nie brać? :)
Główną bohaterką jest Emma Woodhouse, "osóbka przystojna, rozumna i bogata", jak możemy przeczytać już w pierwszym zdaniu powieści. Uważa, że ze względu na status majątkowy nie musi wychodzić za mąż, jednak nie przeszkadza jej to w swataniu innych. Wtrącanie się w cudze sprawy, ciekawość i plotkowanie to nic, gdy w pobliżu jest prawdziwa miłość, ale czy Emma ją zauważy, zanim będzie za późno?
Mam bardzo miłe wrażenia związane z tą książką. Czytałam ją wolno, ale taką literaturą nie można się nie delektować - jest idealna na leniwe, jesienne wieczory przy kominku, sprawdzona informacja! Chociaż do stylu musiałam się przyzwyczaić, po kilkunastu stronach nie sprawiał mi wielkich trudności, a sam tekst napisany prawie 200 lat temu bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Opisy są plastyczne i łatwo je sobie wyobrazić; fabuła, choć z początku może wydawać się mało interesująca, idealnie oddaje klimat XIX-wiecznej Anglii i jestem naprawdę zadowolona z czasu, jaki poświęciłam tej książce, bo na pewno nie był zmarnowany.
Emma przypomniała mi o pewnej ważne cesze autorki, którą już zauważyłam przy Dumie i uprzedzeniu, mianowicie o budowaniu wątku miłosnego bardzo, bardzo powoli. Właściwie przez 3/4 książki nie jesteśmy w stanie się domyślić, kto będzie z kim i to, pomimo swojej rozwlekłości, spodobało mi się najbardziej. Jest to z pewnością spowodowane faktem, że od pierwszych rozdziałów tak typowałam i łączyłam bohaterów, że gdy fabuła doszła do kulminacyjnego momentu, tu zatriumfowała moja kobieca intuicja, a ja wykrzyknęłam coś w rodzaju: TAK! WŁAŚNIE NA TO LICZYŁAM! WIEDZIAŁAM, ŻE ONI BĘDĄ RAZEM, WIEDZIAŁAM!!! Budowanie napięcia, mnóstwo przygód, zabawnych sytuacji i rozmów pomiędzy bohaterami, a wśród tego krótkie wzmianki o miłosnych sprawach głównej postaci było idealną mieszanką Emmy i za to właśnie tak ją polubiłam.
Warto wspomnieć o przerysowywaniu postaci. Pani Austen pisząc całą historię, podkreślała charakterystyczne cechy poszczególnych osób np. u Emmy była to ciekawość i wtrącanie się w nieswoje sprawy, u panny Bates gadatliwość itd. Owszem, czasem lubię się pobawić w detektywa, gdzie trzeba zgadnąć, kim on jest, co ukrywa, jakie są jego intencje, jednak uwzględnienie znaków rozpoznawczych było bardzo dobrym zabiegiem zastosowanym przez autorkę. Nie mogę jednak zapomnieć o irytacji, która często się u mnie pojawiała przy niektórych postaciach m.in. przy pannie Bates. Jej zachowanie w ogóle nie przypadło mi do gustu i cieszę się, że na co dzień nie spotykam takich ludzi.
Na pewno będę bardzo miło wspominać tę powieść, jak również jej bohaterów. Jane Austen idealnie oddała klimat XIX-wiecznej Anglii, a intrygi Emmy miały w sobie humor i dobrze się bawiłam, czytając jej niefortunne próby swatania przyjaciół. Pojawiło się kilka wątków dość rozbudowanych, ale akcja nie była na tyle porywająca, byśmy nie mogli się od niej oderwać. Emma to doskonałe czytadło dla kobiet, choć nie wątpię, że i mężczyźni znajdą w niej coś dla siebie. Polecam!
Moja ocena:
7/10