piątek, 26 września 2014

024. Gra Anioła







Tytuł: Gra anioła
Tytuł w oryginale: El Juego del Angel
Autor: Carlos Ruiz Zafon
Ilość: 608 stron
Wydawnictwo: MUZA

Poezję pisze się łzami, powieść krwią, a historię rozczarowaniem.





Są tacy autorzy, których książki mają w sobie historię zmieniającą losy czytającego i sądzę, że każdy recenzent zna takiego pisarza. Wtedy nie zauważamy minusów w jego powieściach, przymykamy oko na niezgodności w fabule lub po prostu zaczytujemy się w opowieści do tego stopnia, że nawet pożar czy SMS od ukochanej osoby nie jest w stanie odciągnąć nas od coraz szybciej przewracanych stron. Dla mnie takim autorem jest Carlos Ruiz Zafon. Zdarzały się wyjątki w jego twórczości, których nie potrafiłam zrozumieć (m. in. Pałac północy), ale z kolei Cień Wiatru był najlepszą książką, jaką przeczytałam od... bardzo, bardzo dawna. Nie dziwne więc, że sięgnęłam po kolejną część z cyklu Cmentarz zaginionych książek i mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że się nie zawiodłam. Dlaczego?

Głównym bohaterem jest David Martin - młody chłopak z potencjałem i pomimo trudnej przeszłości, pełen nadziei na lepszą przyszłość. Od zawsze interesował się książkami, dużo czytał, a jego marzeniem było stać się pisarzem z prawdziwego zdarzenia. Pewnego razu dostaje propozycję od tajemniczego wydawcy, która zmieni jego życie i pozwoli odkryć jeden z niezliczonych sekretów Barcelony, jednak czy cena, jaką będzie musiał zapłacić, nie będzie za wysoka?

Dość długo przymierzałam się do recenzji Gry anioła, ponieważ ta powieść należy do rodzaju, po którym ma się wielkiego kaca książkowego i jedynym marzeniem czytelnika jest cofnięcie się w czasie i przeczytanie jej jeszcze raz po raz pierwszy. Zaskoczyło mnie w niej wszystko. Począwszy od bohaterów, którzy wykreowani byli wręcz perfekcyjnie - w szczególności upodobałam sobie Izabellę, jej upór, trudny charakterek, ale przede wszystkim wytrwałe dążenie do zamierzonego celu i tu wielkie brawa dla autora, bo teraz po prostu nie wyobrażam sobie tej książki bez niej. Z kolei Christina bardzo mnie drażniła i chociaż pod koniec nieco złagodniałam i zaczęłam jej współczuć, wiedziałam, że nigdy nie zrozumiem jej postępowania. Główny bohater też nie był idealny, ale jego słabości tylko podkreślały realizm książki.

Powieści Carlosa Ruiza Zafona słyną z plastycznych, bardzo realistycznych opisów i na tym polu również się nie zwiodłam. Nie zabrakło zobrazowania tła, czyli tajemniczej, mrocznej Barcelony z lat. 20 i przedstawienia architektury w przystępny i ciekawy sposób, by czytelnik umiał sobie wyobrazić każdą budowlę, nie zasypiając przy lekturze. Natomiast pod koniec pojawiło się kilka nieco bardziej drastycznych scen, które nie przypadły mi szczególnie do gustu, ale to czysto subiektywna opinia (przyczyną jest pewnie moja hemofobia).

Pokochałam całą opowieść. Zaczynając od młodego chłopaka z marzeniami, przez starszego z miłosnymi rozterkami, by przejść do meritum książki, gdy bohater staje się dojrzały, a wszystkie tajemnice, które odkrył wracają do niego ze zdwojoną siłą. Pokochałam język, delektując się lekturą dosłownie wszędzie: w autobusie, na przerwach w szkole, przez 45 minut okienka w bibliotece szkolnej, na ulubionym fotelu, w łóżku, u kuzynki... Styl, warsztat pisarski Zafona zdumiewa mnie na każdym kroku, jego zabawa słowem jest niesamowita, a książki kolejnym cudem tego świata.

 Cała opowieść krąży wokół upadłego anioła i jeśli spodziewacie się czegoś podobnego do Cienia Wiatru, to możecie być trochę zaskoczeni. Nie jest to typowa historia o miłości, bo autor przeplata wątki romansu, ale bardziej skupia się na thrillerze i sensacji - połączenia daje nam idealną mieszankę knowań i intryg, które zabiorą nas w świat starej, nieokiełznanej Barcelony i pozwolą odkryć chociaż jedną z jej tajemnic. A to dopiero początek...

Gra anioła to książka niezwykła. Nie ma w niej tej ujmującej prostoty, ponieważ chowa się ona przed cudownym językiem, piękną, wzruszającą fabułą i bardzo dobrze wykreowanymi postaciami. Jestem pewna, że wrócę do tej historii - nie raz, nie dwa, może nawet nie pięć razy, ale dziesięć, dwadzieścia... Ile tylko będę mogła! To powieść, której się nie zapomina i którą smakuje się każdym zmysłem, zarówno wzrokiem splecionych ze sobą wyrazów, dźwiękiem szeleszczących kartek, zapachem wydrukowanych stron i dotykiem cieniutkiego papieru.

 ...książki mają duszę, duszę tych, którzy je piszą, tych, którzy je czytają i którzy o nich marzą.


Moja ocena:
9/10