poniedziałek, 14 września 2015

079. Dziesięć płytkich oddechów



Tytuł: Dziesięć płytkich oddechów
Tytuł oryginału: Ten tiny breaths
Autor: K. A. Tucker
Tłumacz: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Ilość: 421 stron
Wydawnictwo: Filia




 Zanim sięgnęłam po tę książkę, przez moje ręce, oczy i półki przewinęło się kilkadziesiąt pozycji o podobnej, jak sądziłam, tematyce. Kiedy jednak zdecydowałam się wreszcie, że przeczytam Dziesięć płytkich oddechów, a co mi tam!, nie tworzyłam w myślach scenariuszy oklapłej akcji, plastikowych bohaterów lub braku logiki - w głowie miałam jedynie recenzję pewnej blogerki, jej słowa i myśli, z którymi podzieliła się na blogu po skończeniu tej lektury. Wiedziałam, że to musi być coś dobrego i... nie pomyliłam się?

Weź dziesięć płytkich oddechów. Przyjmij je. Poczuj je. Pokochaj je.

 Na początku przeczytajcie uważnie cytat umieszczony linijkę wyżej. Już? Zapoznaliście się z nim dobrze? Jesteście pewni, że w to wchodzicie? Skoro wciąż tu jesteście, odpowiedź musi być twierdząca, więc zaczynamy! Oczywiście z opisu nie można spodziewać się niczego więcej niż zwykłej powiastki dla młodzieży, mającej jedynie oderwać nas od codziennych spraw i smutków. Dziewczyna z przeszłością, chłopak z przeszłością, oboje młodzi, piękni i próbujący bez niczyjej pomocy poradzić sobie z własnymi problemami. Brzmi kusząco, ale i banalnie, prawda? To może zajrzyjmy do środka.

Świat nadal się kręci, nie zważając na znaczące zmiany w moim maleńkim wszechświecie.

 Teraz przychodzi czas, by opisać Wam, co działo się ze mną w trakcie czytania tej książki. Piszę drugie zdanie trzeciego akapitu, a myśli jak na złość nie chcą uformować się w logiczny i spójny tekst. Bo jak mam Wam opowiedzieć o Kacey, zbuntowanej, dumnej i skrytej 20-latce, która za swój życiowy cel obrała sobie odpychanie ludzi i brak zaangażowania emocjonalnego? Jak przekazać Wam informacje o Livie, jej młodszej siostrze, która choć ma tylko 15 lat, jest bardziej zdyscyplinowana, lepiej wychowana i zdecydowanie milsza niż większość dorosłych, których znam? Co napisać o Trencie, zagubionym, zamkniętym w sobie dwudziestoparolatku, którego bolesna przeszłość pewnego razu tak po prostu zapukała do jego drzwi? Nie potrafię. Nie potrafię, bo...

...Dziesięć płytkich oddechów pochłonęła mnie bez reszty. Sprawiła, że nie mogłam jeść, nie mogłam spać, nie pamiętam dokładnie, co się ze mną działo w ciągu tych kilku dni - po prostu, najzwyczajniej w świecie przepadłam. I mogłabym wyliczać Wam wady tej książki. To, że autorka nie rozrysowała bardziej charakteru Trenta. Że zapomniała o pewnych detalach. Że stworzyła silną, choć momentami irytującą bohaterkę. Że tworząc postaci drugoplanowe, wzorowała się na utartych schematach. Mogłabym, ale po co? Zamiast tego...

...chciałabym, żebyście chociaż w jednej setnej po przeczytaniu tego tekstu czuli, że warto sięgnąć po tę książkę. Ta książka to głównie emocje, które wyzierają ze stron, które otaczają czytelnika z każdej strony, osaczają, przyklejają do miejsc siedzących, do ścian i podłóg, które nawet po opuszczeniu na chwilę Waszej głowy, znów uderzają z podwójną mocą. Chcę, abyście, tak jak ja, przeczytali 3/4 książki, zamknęli ją, spojrzeli w przestrzeń z otwartymi szeroko ustami i nie byli w stanie powiedzieć ani jednego słowa. Zaskoczenie, obawa, strach, radość, ekscytacja, napięcie, nadzieja, szok, szok i jeszcze raz szok! Nie wierzę, że po czymś takim mogłabym zapomnieć o tej powieści i żałuję, że przeczytałam ją prawie rok po jej kupieniu.

Determinacja, wiara i nadzieja na lepsze jutro. Losy dwojga ludzi, którzy muszą zrozumieć i wybaczyć, pokochać, ale nadal pamiętać i wciąż walczyć! Opowieść o Kacey i Trencie może jest trochę niedopracowana i tak, autorka mogła pokusić się o głębię, która uczyniłaby Dziesięć płytkich oddechów prawdziwą perłą, ale nie zrobiła tego, a ja nie wymagałam od niej cudów. Pragnęłam jedynie oderwać się od codzienności, a otrzymałam o wiele więcej. Z całego serca polecam każdemu, nawet tym nieco bardziej wymagającym czytelnikom.

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytam Opasłe Tomiska